instagram

W branży bieliźnianej (a właściwie to w całej branży modowej) ciałopozytywność  była jednym z najczęściej pojawiających się haseł w 2018 roku – dość powiedzieć, że hashtag bodypositive pojawił się przy 8,5 mln postów na Instagramie. Nic dziwnego, że zjawisko zaczęto analizować bardziej szczegółowo. I tak Leherpeur Paris postanowiło przyjrzeć się ciałopozytywnym wpisom i wyłoniło trzy główne nurty ciałopozytywności na Instagramie, każdy trochę inaczej realizujący postulaty ruchu. Oto one:

Pozytywne aktywistyki

Pozytywne aktywistki działają kolektywnie – lubią gromadzić się wokół ciałopozytywnych stron, publikują zdjęcia pokazujące niedoskonałości własnego ciała, chcą wspierać i edukować innych. Ich znakiem rozpoznawczym jest róż. Celowo przejęły kolor kojarzący się ze stereotypowym postrzeganiem kobiet oraz naiwnie rozumianej kobiecości i uczyniły z niego nowy symbol kobiecego ruchu. Charakterystyczną cechą pozytywnych aktywistek jest humorystyczny, lekko ironiczny ton, jaki często przybierają w swojej komunikacji. Jaki jest Instagram pozytywnej aktywistki? Bez filtrów, ale za to z wieloma błyszczącymi elementami. Kobiecy, naturalny, spontaniczny.

Ekopoetki

Ekopoetki to kobiety w pełni świadome swojego ciała. Nastawione na harmonię z naturą i samą sobą. Stawiają na holistyczne postrzeganie kobiet i otaczającej je rzeczywistości – dla nich branża modowa, kosmetyczna i lifestylowa płynnie się przenikają. Ich Instagram jest bardzo zmysłowy, o artystycznym zacięciu, podkreślający naturalne piękno kobiecych ciał. Jako metafor pozwalających poruszać delikatne tematy używają owoców i kwiatów. Kochają neobuduar – satynę, welur, miękkie materiały, naturalne pozy, grę światłocienia. I koronki, mnóstwo koronek.

Koniecznie zobaczcie wzruszający projekt Charlotte Abramov:

Waleczne Wenus  (zna ktoś lepsze tłumaczenie na Badass Venus?)

To wojowniczki, które wiedzą, jaką władzę daje im ich ciało i nie boją się z niej korzystać, tym samym odbierając z rąk mężczyzn prawo do definiowania słowa „seksowny/seksowna”. To typ divy, jak Beyonce, czy postacie w stylu Khaleesi z Gry o Tron. To także „badass mamas”, jak Madonna. Na Instagramie prezentują styl będący skrzyżowaniem klasycznej femme fatale z chic porno. Preferują paski, wiązania, hipnotyczne oświetlenie, fetysze. Lubią też rock&rolla, czarno-białe zdjęcia i nietypowe połączenia, jak bardzo koronkowa bielizna z męską piżamą.   

I na koniec “take home message”: ciałopozytywność to po prostu miłość do samej/samego siebie:

Poniższy tekst to kolejny artykuł z serii #uczymysierazem, w których razem z Wami poznajemy lepiej social media. Podczas ostatniego przeczesywania zakamarków Internetu w poszukiwaniu wiedzy z zakresu Facebooka i Instagrama natrafiłyśmy na trzy ciekawe aplikacje, które być może przydadzą się Wam podczas tworzenia własnych treści do mediów społecznościowych. Co najważniejsze można z nich korzystać bezpłatnie. Oto one:

PHOTOFUNIA

Na swoim koncie na Instagramie o tej aplikacji (a właściwie również stronie) wspomniała Marta Kaczmarski, znana również jako Instagram Instruktor. Photofunia to świetne miejsce na przygotowanie zaskakujących kolaży i fotomontaży. Wystarczy wybrać efekt, który nam się spodobał,  a następnie dodać swój tekst i/lub zdjęcie i pobrać gotowy montaż. Naszym zdaniem Photofunia doskonale sprawdzi się w przypadku okolicznościowych postów lub gdy brak nam weny i potrzebujemy odrobiny inspiracji. Co ważne, aplikacja jest zupełnie darmowa.

Efekty mogą wyglądać na przykład tak:

LUMEN 5

Ta aplikacja z kolei pomaga w tworzeniu animowanego tekstu z muzyką i zdjęciami w tle. Albo w tworzeniu video z już napisanych artykułów (czyli pozwala wykorzystać jeszcze raz to co już się stworzyło np. na potrzeby bloga na Facebooku lub Instagramie). Poleca ją miedzy innymi Dagna z bloga Szczęśliwa w biznesie. Aplikacja jest prosta i intuicyjna, w wersji bezpłatnej oferuje kilka stylów do wyboru, można zmieniać zdjęcia, dodawać własne, decydować o dodatkowych parametrach, jak podświetlenie tekstu czy jego umiejscowienie. Naszym zdaniem Lumen 5 dobrze sprawdzi się na przykład przy tworzeniu filmu edukacyjnego lub zapowiadającego jakieś wydarzenie.

LOOPSIE

O ruchomych fotografiach, na których porusza się tylko wybrany fragment zdjęcia, a reszta jest zamrożona (tak zwanych cinemagraphach) słyszałyśmy już wcześniej, ale do tej pory nie udało nam się trafić na aplikację, która pozwalałaby na uzyskanie tego efektu w sposób szybki, a jednocześnie dobrze wyglądający. Aż do teraz, a to za sprawą Adriana Kilara i jego kanału na Youtube Mówi Kamera. Polecana przez Adriana aplikacja Loopsie jest bezpłatna (o ile nie przeszkadza nam znak Loopsie na grafice) i baaardzo prosta w obsłudze. Wystarczy nagrać filmik telefonem komórkowym, a następnie przesuwając palcem po ekranie zaznaczyć obszary, które mają być ruchome. I tyle!

To jest artykuł z serii #uczymysierazem. Od razu zaznaczam, że nie jesteśmy mistrzami Instastories, ale sporo czytamy i szperamy szukając inspiracji, dlatego postanowiliśmy się z Wami podzielić kilkoma trickami znalezionymi w sieci – a nuż komuś się coś z tych rzeczy przyda?

PO CO MI W OGÓLE INSTASTORIES?

Zakładam, że większość osób mających konta prywatne, czy też firmowe na Instagramie wie, czym są Instastories. Dla tych, którym to umknęło, są to relacje w kółeczkach znajdujące się na górze strony głównej Twojego profilu, które możemy oglądać tylko przez 24 godziny – potem znikają. Według różnej maści ekspertów Instastories są baaaardzo popularne wśród użytkowników Instagrama. Do czego mogą się przydać? Na przykład do wrzucania na bieżąco rzeczy istotnych w danej chwili, ale niekoniecznie pasujących do naszego głównego konta (bo nie ten temat, kolorystyka, itd.). Ale można też traktować je bardziej serio, jako zaplanowany sposób komunikacji ze swoją publicznością. Nie tak dawno temu Amy Porterfield miała ciekawy podcast z Tylerem McCallem na temat jego metody Story Arc do tworzenia angażujących treści w Instastories.

JAK JE TWORZYĆ, ŻEBY KTOŚ CHCIAŁ JE OGLĄDAĆ?

Zasadniczo Tyler radzi, aby przed przygotowaniem relacji odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które pomogą stworzyć lepszą historię dla odbiorców: Co moim fanom ma dać obejrzenie tej relacji? Co chcę, aby zrobili później? Jak zadbam o to, by relacja była dla nich interesująca i nie zmienili jej na inną? Jak zakończę moją relację? I od razu udziela kliku rad. Według niego na początku warto przedstawić, o czym będzie mowa, a także uchylić rąbka tajemnicy, jeśli planujemy coś extra dla naszych followersów na koniec relacji. Jeśli relacje ukazują się codziennie warto korzystać z naklejek z datą, aby ułatwić ich śledzenie.  Jak utrzymać zaangażowanie fanów przez całą relację? Warto mieszać ze sobą różne typy contentu (np. zdjęcia z filmami), dodawać ankiety, pytania . I cały czas pamiętać o tym, żeby nasza relacja dawała jakąś wartość – wiedzę, inspirację albo chociażby rozrywkę i chwilę odprężenia.

…warto pamiętać o tym, żeby nasza relacja dawała jakąś wartość – wiedzę, inspirację albo chociażby rozrywkę i chwilę odprężenia.

Na koniec dobrze jest historię zakończyć (a nie urwać w niespodziewanym momencie) i jasno sprecyzować, do czego chcemy teraz zachęcić naszą widownię – przejścia do głównej tablicy, przesłania wiadomości, informacji zwrotnej, a może jeszcze innej aktywności?  Ostatni „slajd” to także dobry moment na zareklamowanie kolejnej Instastories, jeśli wiemy już, o czym będzie.

PIĘKNE INSTASTORIES

Jeśli opcje zapewniane przez Instagram do kreowania relacji nie są dla Was wystarczające polecamy aplikację Unfold, którą znaleźliśmy na blogu Joanny Banaszewskiej. W wersji podstawowej jest bezpłatna i pozwala na tworzenie przepięknych slajdów o różnych układach zdjęć i napisów. Można także wybierać czcionki, kolor tła i kadrować dowolnie wstawiane zdjęcie. Stworzone w Unfold slajdy zapisujemy w telefonie i wrzucamy do Instastories. Gotowe!