bielizna

Z influencerkami i influencerami pracuje już wiele firm bieliźnianych, ale są jeszcze takie, które nie wiedzą, jak to robić. W poniższym wywiadzie spotkały się najbardziej znane polskie influencerki, które specjalizują się w tematyce ciałopozytyw- ności i bielizny, by opowiedzieć o tajnikach swojej influencerskiej pracy: Katarzyna Kulpa, Ula Chowaniec, Katarzyna Kramnik, Urszula Turkiewicz i Agata Grysiak. Nikt o bieliźnie nie wie tyle, co one. Nikt tak dobrze nie zna oferty rynkowej i nie orientuje się w nowościach jak one. A przede wszystkim nikt nie ma tak zaangażowanej wokół siebie społeczności. Nasze rozmówczynie prowadzą blogi, są aktywne w mediach społecznościowych i wspierają różne ciałopozytywne akcje.

„Modna Bielizna”: Załóżmy, że jedna z firm bieliźnianych chciałaby podjąć z Wami współpracę, ale nie wie jak. Podpowiedzcie, od czego powinna zacząć?

Ula Chowaniec, blogerka, „Galanta Lala”: Przede wszystkim chciałabym odczarować poczucie dystansu. Tak naprawdę wystarczy po prostu napisać – jesteśmy pod mailem i w social mediach. Wcale nie trzeba się do tego szczególnie przygotowywać, naprawdę! Chociaż doceniam, kiedy marka, kontak- tując się ze mną, ma świadomość, że reprezentuję bardzo konkretną grupę klientek i ma dla tej grupy ofertę. Moja dzia- łalność to aktywizm, ale też tworzenie treści. Firma nie musi mieć nie wiadomo jak rozbudowanej strategii komunikacyjnej – dla mnie najważniejszy jest produkt i jego użyteczność dla moich czytelniczek.

Kasia Kulpa, blogerka, „Stanikomania”: Najprościej po prostu napisać maila albo skorzystać z formularza kontaktowego na blogu, albo wysłać wiadomość na stronie na Facebooku czy Instagramie. Czasem nawet można się do mnie dodzwonić, ale przyznam szczerze, że mail jest moim ulubionym kanałem, jeśli mamy się dopiero poznać. Co do przygotowań, to warto oczywiście zerknąć na blog i zorientować się nieco w tematyce (raczej biustonosze niż pończochy i w rozmiarach raczej większych niż mniejszych, choć w sumie – nie zamykam żadnej drogi!) i w skrócie przedstawić mi swoją firmę. Jesteś małą firmą, dopiero zaczynasz? Tym bardziej uderzaj do mnie. Nawet jeśli nie zrobię ci od razu pakietu recenzji z 40 zdjęciami każda, na pewno możesz liczyć na zainteresowanie, może nawet wrzutkę na Insta, a już na pewno na przekazanie ci wrażeń z przymiarki twojego biustonosza.

Katarzyna Kramnik, Agata Grysiak, Urszula Turkiewicz blogerki „Miski Dwie”: Zachęcam do podejścia łopatologicznego – mail z informacją, że chcecie w taką współpracę wejść, absolutnie wystarczy! Odpowiadamy na wszystkie wiadomości, niezależnie od tego, czy autorem jest pracownik działu marketingu wielkiej firmy, czy osoba, która w zaciszu swojego domu szyje coś na nieprzemysłowym Singerze. Dla nas największą wartością w firmie jest jej produkt, a nie format przedsiębiorstwa. Chcemy promować rodzime marki, a zwłaszcza te mniejsze, które dzięki nam mogą się choć trochę wybić i pokazać szerszemu gronu odbiorców. W gratisie damy wam jeszcze uśmiech na drogę i sześć trzymanych za rozwój firmy kciuków! Są marki, z których przedsta- wicielami wypracowałyśmy sobie przemiłe, osobiste relacje, dzwonimy do siebie z problemami typu ząbkujące dziecko albo walka ze skarbówką. Pamiętajcie, że jesteśmy też tylko ludźmi, i nic, co ludzkie (w tym niewiedza na temat influencer marketingu), nie jest nam obce!

Jakie formy promocji możecie zaproponować firmom?

Kasia Kulpa: Najchętniej zaczynam współpracę od szczegółowej recenzji produktu, by poznać markę i móc z przekonaniem o niej opowiadać. Moim odbiorczyniom najchętniej polecam to, co sama już dokładnie przetestowałam, co dobrze znam i w co wierzę. Jestem zapaloną recenzentką i jest to mój ulubiony rodzaj pracy, ale nie jedyny. Gdy już poznam twój produkt – sky is the limit! We współpracy z markami tworzę też np. opisy całych kolekcji, reportaże z firm, wywia- dy, także reportaże z salonów brafittingowych. Możemy też wspólnie zorganizować konkurs. Staram się, żeby konkursy czy plebiscyty – nawet jeśli są proste, bo nasi odbiorcy mają coraz mniej czasu i coraz trudniej przykuć ich uwagę – były twórcze i stanowiły zaproszenie do rozmowy o tym, czego oczekujemy od bielizny, jakie emocje w nas budzi, co dzięki niej odkrywamy… Właściwie wszystkie moje teksty są takim zaproszeniem. Jeśli chodzi o rodzaj publikacji – mój żywioł to dłuższe formy, ale ciekawa wrzutka lub story na Instagram czy Fejsa mogą być opcją. Muszę jednak najpierw wiedzieć, o czym się wypowiadam, czyli poznać produkt i uznać, że moje odbiorczynie ten produkt zainteresuje. Dzięki temu możemy szybko przykuć uwagę stanikomaniaczek, czyli superzaangażowanej grupy osób, które chcą poznawać i kupować wyselekcjonowaną bieliznę.

Miski Dwie”: Formuła współpracy z nami zmieniała się na przestrzeni lat. Z przyczyn oczywistych zaczynałyśmy od barteru, ponieważ dopiero się rozpędzałyśmy. Obecnie barter traktujemy jako wyjątkowy ukłon w stronę stałych firm – gości, do których produktów mamy już zaufanie, lub małych manufaktur, których po prostu nie stać na nas. Mamy to szczęście, że możemy pomóc świeżym twórcom wypłynąć na szersze wody, więc robimy to (to jest mała namowa: tak, piszcie do nas, naprawdę chcemy u siebie więcej niedużych firm)! Podstawową jednak formą współpracy jest recenzja danego produktu, okraszona szczegółowymi zdjęciami, za którą rozliczamy się na podstawie faktur VAT. Umów nie zawieramy, ponieważ praktyka pokazała, że wydłuża to i utrudnia cały proces, a egzekwowanie jej zapisów np. w wypadku zaniedbania ze strony kontrahenta jest po prostu dla nas nieopłacalne czasowo i finansowo. W 99% przypadków wystarczą mailowe ustalenia, do których możemy się potem wspólnie odnieść. Dodatkowo prawie każdy model poja- wia się chociaż raz na naszym Instagramie i Facebooku, ale ponieważ są to platformy zarządzane zewnętrznie, to bloga traktujemy jako nasz główny kanał. Z przyjemnością organi- zujemy także konkursy dla czytelników, bo to jedna z bardziej ekscytujących rzeczy, jaką możemy dla fanów zrobić.

Ula Chowaniec: Najpopularniejszą w naszej części galaktyki formą współpracy są recenzje. Ich wartość jest podwójna: z jednej strony jest to okazja do pokazania produktu, a z drugiej, z perspektywy klientek, to szansa na rozsądne zakupy produktu, który spełni ich bardzo konkretne oczekiwania. Na recenzji możliwości współpracy wcale się nie kończą,
w gruncie rzeczy jedynym ograniczeniem jest kreatywność. Z mojego doświadczenia wynika, że w większości współ- praca to długofalowe relacje, które nie ograniczają się do komercyjnych postów. W takich relacjach chętnie wspieram interesujące przedsięwzięcia marek i nie mam oporów przed polecaniem ich czytelniczkom. To jest dla mnie sytuacja idealna i jeśli miałabym nam wszystkim czegoś życzyć, to właśnie takiego podejścia.

Czy jest coś, co może Was zniechęcić do współpracy z marką?

„Miski Dwie”: Najłatwiej – niesłowność i bałagan w organi- zacji. W naszej pracy kluczowe jest zapełnianie kalendarza wpisów na kilka miesięcy do przodu, dzięki czemu wiemy, w których miesiącach będziemy miały większe obłożenie, i jak dopnie się nam budżet roczny. Opłaty od firm przezna- czamy głównie na zakup sprzętu do zdjęć, wyjazdy w ra- mach targów, opiekę nad domeną, serwer, prawnika itd., czyli rzeczy, których nie da się odłożyć na potem, bo ich brak może sparaliżować dalsze działanie. Nagły brak w budżecie kilkuset złotych, które zaplanowane zostały już w zeszłym roku, może spowodować spory problem. Po pierwsze, zdarzają nam się sytuacje, że firmy rezerwują terminy recenzji, a potem urywają kontakt. Czasami po jednej, korzystają z tego, że oferujemy zniżki przy większej ilości zamówionych terminów. Potem miesiącami przebijamy się przez kolejne osoby w danej firmie, które nie mają pojęcia, kim jesteśmy, co robimy, o co w ogóle chodzi i czego my chcemy… A na końcu docieramy do osoby, która miała być kontaktowa, i dowiadujemy się, że zarząd czy szefowa marketingu z nas zrezygnowali, tylko nikt nas nie poinformował, albo że czynione razem ustalenia (wraz z datami, negocjowaniem kwot i wyborem produktów) były wyłącznie niezobowiązującym teoretyzowaniem. Miałyśmy wręcz sytuację, że kierowano nas do kontaktu z osobą, która od dobrego roku nie pracowała już w firmie, ale u konkurencji. Po drugie – kultura kontaktu. Bywa, że odzywają się do nas osoby, które zupełnie otwarcie piszą: „Nie wiem, jak się nazywacie”, albo robią błędy w naszych imionach czy nazwiskach, mimo że sprawdzenie, jak się nazywamy, zajęłoby minutę, grożą pozwami za negatywną opinię o produkcie (sic!), albo namawiają do pisania nieprawdy, np. „Tylko ten stanik bez ramiączek utrzyma biust w rozmiarze G!”. Wychodzimy z założenia, że zasada „szanujmy się” powinna być wzajemna. Jeśli my Was szanujemy, to i Wy nas szanujcie. Nam też zdarzy się literówka czy zgubimy maila w skrzynce, ale nie róbmy z tego normy.

Ula Chowaniec: Tym, czego bardzo nie lubię, jest nagłe urywanie kontaktu, kiedy podaję wycenę. To przykra sytuacja. O wiele lepsze wrażenie robi na mnie: „W tej chwili nie mamy na taką współpracę budżetu, ale chętnie wrócimy do tematu za pół roku”. To jest argument, który totalnie rozumiem. Innym „błędem” jest oczekiwanie współpracy za barter. Ujęłam go w cudzysłów, bo wierzę, że takie podejście do współpracy wynika z niedoprecyzowania celów. Jeśli tym, czego chcemy dla marki, jest krótki post o treści „Superstanik, biorę!” okraszony zdjęciem – OK, jest to świadczenie +/- równoważne. Ale jeśli oczekujemy czegoś więcej, warto na takie zlecenie alokować budżet.

Kasia Kulpa: Czasem aż chce mi się krzyczeć: drogie firmy, nie milczcie! Chodzi mi o wasze odpowiedzi na moje działania, a przede wszystkim – na reakcje społeczności. Zaglądajcie do komentarzy, reagujcie śmiało na pojawiające się tam pytania – na które często tylko wy znacie odpowiedź. Moje odbiorczynie są przyzwyczajone do dialogu z markami, czują wtedy, że ich potrzeby są dostrzegane. W ten sposób możecie tylko zyskać w ich oczach. Nie zmuszam, ale bardzo mocno do tego zachęcam! Jeśli chodzi o organizację kontak- tów i współpracy – ogólna dobra zasada brzmi: szanujemy nawzajem nasz czas, nie zostawiamy spraw w zawieszeniu, nie oczekujemy inwestowania dużej ilości czasu i wysiłku, jeśli nie mamy zamiaru za niego zapłacić. I coś jeszcze… bardzo rzadko, ale wciąż jeszcze zdarzają się działania typu „kryptoreklama” pod postami. Fałszywe komentarze naprawdę bardzo łatwo rozpoznać – takie akcje, zamiast wzmacniać pozytywny przekaz na temat produktu, niszczą go bardzo skutecznie, podkopując zaufanie do obu naszych marek. Wspierajmy się nawzajem w naszych działaniach, a nie przeszkadzajmy sobie.

I na koniec warto zapytać, ile kosztuje współpraca z Wami? Czy to jest droga przyjemność?

Ula Chowaniec: Mam świadomość, że ceny za współpracę bywają komentowane albo wręcz budzą zaskoczenie. Chciałabym powiedzieć o ważnej rzeczy, że współpraca z twórczynią treści, czyli na przykład ze mną, nie jest równa płaceniu za czas pracy. Recenzja to dla mnie średnio trzy dni pracy nad samym materiałem: zdjęcia i ich obróbka, pisanie tekstu, redakcja tekstu, przygotowanie copy do social mediów. Wchodząc we współpracę z blogerką firma, oprócz rzetelnej recenzji, uzyskuje dostęp do zasobu, który tak naprawdę jest bezcenny, czyli społeczności. To nasz największy skarb, a w dbanie o społeczność wkładamy mnóstwo czasu. Nawet jeśli współpraca pozornie jest kosztowna, to w klasycznej reklamie do tak precyzyjnie określonej grupy docelowej dociera się w szeroko zakrojonej, poprawnie zbudowanej kampanii, która de facto kosztuje dużo więcej. Jeśli spojrzymy na współ- pracę z influencerką z tej perspektywy, okazuje się, że stawki rynkowe nie są wcale wygórowane. Dlatego wybierając twórcę do współpracy, warto sprawdzać jakość jego społeczności, bo, niestety, media społecznościowe tworzą przestrzeń do nadużyć. Najłatwiej jest poprosić twórcę o statystyki demograficzne i sprawdzić, czy jego publiczność pokrywa się z targetem marki. Drugim kompletnie darmowym narzędziem jest rozwinięcie listy polubień pod zdjęciem. Jeśli widzimy tam głównie konta z Bliskiego Wschodu, to warto podejść do takiej współpracy z dystansem.

„Miski Dwie”: Powiem tak: tyle, ile kosztuje upewnienie się, że influencer zapytany o polecenie produktu do zakupu ma Wasz bestseller w pamięci. Jest nas w Polsce zaledwie kilka i nasze zdanie ma pewien ciężar gatunkowy. To, że jest nas tak mało, ma bardzo konkretny powód: nie dojrzeliśmy jako społeczeń- stwo do konceptu bieliźniarskich zakątków Internetu, i czasami prowadzenie bloga wymaga nerwów ze stali i determinacji (vide bodyshaming), a także spartańskiej dyscypliny i pilno- wania kalendarza. To jest drugi etat. Pasja, ale jednak etat. Poświęcamy czas, żeby zaznajomić się z ofertą ponad 50 marek, być na bieżąco z trendami i nowościami technologicz- nymi, móc porównać Wasz produkt z podobnymi, odpisać na maile i wiadomości prywatne od czytelniczek i pomóc im zro- bić zakupy, co pół roku przejechać 600 km, by zrobić zdjęcie Waszemu stoisku w Łodzi – ten czas kosztuje. Przysyłając nam produkt, płacicie nie tylko za powierzchnię reklamową na blogu, ale także za nasze spotkanie trzeciego stopnia z wyrobem, który dzięki temu potem dużo pewniej możemy komuś polecić. I bardzo proszę, nie przeliczajcie naszej wartości tak, jak blogerek modowych. Nisza bieliźniarska jest tak mała, że żadna z nas nie będzie miała zasięgów jak Maffashion. Platformy społecznościowe regularnie obcinają nam zasięg za treści rzekomo pornograficzne, za to jesteśmy trójgłową koleżanką, której się pyta, co włożyć pod suknię ślubną. Jeśli Was tymczasowo na nas nie stać, to nie jest to żaden dyshonor. My to rozumiemy, bo dwa lata temu nie było nas stać na hosting i domenę. Ale powiedzcie to wprost, nie sugerujcie, że jesteśmy „za drogie”. Nie jesteśmy.

Kasia Kulpa: Powiedzmy sobie otwarcie – żadna regularna działalność nie utrzyma przez dłuższy czas profesjonalnego poziomu bez sensownego dopływu finansów – oczywiste jest, że zajmuje czas (duża recenzja to kilka roboczodni) i pochła- nia stałe koszty, takie jak utrzymanie stron internetowych, sprzęt komputerowy, fotograficzny itp., a rachunki nie płacą się same. Osoba, dla której działalność blogerska czy influen- cerska jest okazjonalnym hobby podejmowanym za darmo w wolnym czasie i bez poważniejszych planów, raczej nie będzie długofalowo inwestowała w swój warsztat ani wiedzę. Ale żeby nie patrzeć tylko z punktu widzenia twórczyni – sądzę, że po prostu warto współpracować z ludźmi, którzy swoją własną markę traktują naprawdę poważnie. Takimi, którzy budują długotrwałe relacje z odbiorcami, codziennie wchodzą z nimi w dialog, przyciągają nowych oraz planują przyszłość w odniesieniu do swojego brandu. To przede wszystkim takie osoby są w stanie stworzyć i utrzymać wokół siebie najbardziej wartościowe społeczności, wyselekcjonowane grupy, do których z największym prawdopodobieństwem skutecznie dotrzemy ze swoim produktem. Jest jeszcze coś, co trudno wycenić (i przecenić) – tak zwana misja, czyli tworzenie wartości, kreowanie zmiany w świecie. Taką misją jest dla mnie wspieranie rozwoju rynku bieliźniarskiego w stronę coraz większej inkluzywności i różnorodności (za chwilę dojdzie, a właściwie już dochodzi, do tego etyka i ekologia), a marki są dla mnie partnerkami w tym działaniu. Dlatego zawsze powtarzam, że mogą czuć się ze mną bezpiecznie – bo promuję to, co uważam za dobrą jakość, a o mankamentach daję uczciwy feedback. Jeśli przyjdziesz do mnie z niedoskonałym produktem – wstrzymam się z recenzją, zachęcę, byś go rozwijała, a potem przyszła do mnie znowu. Lubię być królikiem doświadczalnym, jestem zapaloną testerką. Jeśli zobaczę w czymś potencjał – będę to wspierała szczerze i z zaangażowaniem. Z zasady za pracę oczekuję wynagrodzenia – jednak nie wszystko, czego razem dokonamy, da się w prosty sposób przeliczyć na złotówki. Z kilkoma firmami udało mi się zbudować dobre relacje oparte na wzajemnym zaufaniu i współdziałaniu i uważam to za nasz wspólny sukces.

Trzeba też pamiętać, że zajmując się tematem bielizny i ciała, możemy tylko w ograniczonym stopniu polegać na social mediach ze względu na zapędy cenzorskie platform. Niejeden profil został zawieszony na długo lub nieodwracalnie zamknięty z powodu zbyt dużej powierzchni wyeksponowanej skóry. My i nasze blogi jesteśmy trochę rewolucją. Zawsze może się okazać, że wrzutka na Facebooka czy Instagram pożyje znacznie krócej, niż planowałyśmy. Dlatego wkładamy pracę i środki w utrzymanie własnych, niezależnych miejsc w Internecie – tam przede wszystkim akumulujemy tworzoną przez nas treść i będziemy to robić nadal. ■

A gdyby tak nie musieć się zastanawiać, czy kupić majtki w rozmiarze 42 czy jednak 44? Nie rozważać, czy M to 38, czy bardziej 40 i jak się to wszystko ma do rozmiaru naszej pupy?  Jeśli wy też chcecie móc kupić PO PROSTU majtki, które będą wygodne i dopasowane to nowa linia Kylie 770 marki Corin powinna was zainteresować.

Majtki z linii Kylie 770 wykonane są z superelastycznej dzianiny, która świetnie dopasowuje się do kształtu ciała, a jednocześnie nie traci swojej rozciągliwości. Są delikatne, miękkie, lekkie i przewiewne, czyli takie, jakie powinny być majtki! Co istotne odpowiednio wykończone bezszwowe brzegi nie rolują się i nie zawijają podczas chodzenia.  A to dopiero początek one size’owej linii – w planach są kolejne produkty w jednym rozmiarze dla wszystkich:)

Jesienna kolekcja marki Nipplex to hołd złożony zmysłowej kobiecości, także w rozmiarze plus size. Bardzo nas cieszy, że marka Nipplex dołączyła do firm prezentujących swoje kolekcje na modelkach o większych wymiarach. Widać, że nasza branża zauważa postulaty ruchu ciałopozytywnego i stara się je wprowadzać w życie.

W jesiennej kolekcji znajdziemy kilka znanych i lubianych modeli w nowej odsłonie kolorystycznej – Idę w odcieniu głębokiej, winnej czerwieni oraz Rafaelę i Ramonę w modnym granacie.

Poza odświeżonymi bestsellerami w nadchodzącej kolekcji znalazło się również kilka nowości: stylistycznie nawiązująca do art deco Livia z wyrafinowanymi haftami,  folkowo-kwiatowa Letizia, magiczna Luciana z drobnymi kwiatkami przypominającymi drogę mleczną na nocnym niebie oraz kuszące nasyconymi barwami Luisa i Laura.

Czy są tu jakieś fanki bestsellerowej Anny? Jeśli tak, zwróćcie szczególną uwagę na Loritę – być może będzie to hit nadchodzącej jesieni!

Na deser – modele z linii Leonor, w których pojawiły się welurowe aplikacje, czyli coś za czym bardzo tęskniłyśmy, odkąd odkryłyśmy połączenie weluru z bielizną na jednych z paryskich targów.

Kolekcję bielizny uzupełnia stale poszerzająca się oferta wygodnych piżam i koszulek nocnych, jak choćby te z linii Livia, Letizia czy Luciana.

Cały katalog znajdziecie tutaj:

katalog.nipplex.pl 

A tak przy okazji – wiecie, że marka Nipplex obchodzi w tym roku 25-lecie swojego  istnienia? Zdradzimy tylko, że część z atrakcji zaplanowanych z tej okazji czeka na Was podczas jesiennego Salonu  Bielizny w Łodzi:)

A póki co nie przegapcie urodzinowej oferty!

W dniach 19-31 sierpnia 2019 wybrane modele marki Nipplex będą dostępne 30% taniej. Są to dobrze Wam znane: Patricia II, Telimena, Edyta, Brigitte oraz Tatiana semi-soft. To świetna okazja do uzupełnienia rozmiarówki. O szczegóły pytajcie w hurtowniach i u przedstawicieli.

Tradycyjnie już podczas Unique by Mode City na pokazach prezentowane są najciekawsze komplety wystawców na 2020 rok. W dużej mierze pokazywane są kostiumy kąpielowe i odzież plażowa, ale zdarzają się także propozycje bieliźniane i loungeware’owe. Tym, co nam się najbardziej rzuciło w oczy jest duży odwrót od printów. Sporo jest natomiast jednobarwnych, prostych propozycji. Według ekspertów za taką wizję bielizny i kostiumów kąpielowych “odpowiedzialny” jest rosnący na sile ruch ciałopozytywny,  który stawia na pierwszym miejscu komfort i dobre samopoczucie we własnym ciele, a nie bycie seksowną czy zniewalającą w oczach innych. Poniżej znajdziecie galerie z masą zdjęć z poszczególnych pokazów. Miłego oglądania!

Nowa kolekcja marki Gorsenia na sezon jesień/zima 2019/2020 już lada moment będzie dostępna w sprzedaży, dlatego postanowiliśmy pokazać Wam jeden z najładniejszych  (naszym zdaniem) kompletów, który niebawem będzie można kupić w wybranych butikach w całej Polsce. Destiny, czyli przeznaczenie spodoba się z pewnością tym z Was, które lubią błysk i elegancję w bardziej stonowanym i klasycznym (ale nienudnym!) wydaniu.  Model K500 Destiny oparty jest o docenianą konstrukcję K101, dostępny w dwóch wersjach kolorystycznych: różu i granacie. Nam szczególnie spodobał się w wersji różowej – połączenie subtelnego, pudrowego odcienia z delikatnym haftem pociągniętym złotą nitką daje niesamowicie zmysłowy efekt. Nie wiem jak wam, ale nam kojarzy się ze stylistyką art deco i latami dwudziestymi ubiegłego wieku.

Rozmiarowo, jak zwykle, Gorsenia nie zawodzi i Destiny dostępna jest do miseczki K.  Do miękkiego biustonosza można dobrać figi (do 4XL) lub brazyliany (do 2XL).

Każdy producent bielizny boryka się z tym problemem: jak dobrze i szybko rozłożyć wałek elastycznego materiału, by wyciąć odpowiednie elementy?

Elastyczny – wiadomo: tu się naciągnie, tam się ściągnie, prawdziwa walka! Co najmniej dwóch racowników kilka godzin “męczy się” z rozkładaniem. Na szczęście jest na to rozwiązanie – automatyczne urządzenie z wałkiem lamelowym, którego zadaniem jest dynamiczna kontrola podawania materiału, bez naprężeń. Najważniejsza oszczędność: CZAS PRODUKCJI.
Lagowarka Oshima K9 – urządzenie wchodzące w skład automatycznej krojowni Strimy.
K9 poradzi sobie z każdym elastycznym materiałem. Układa tkaniny i dzianiny zarówno z wałka, jak i dzianiny złożone w “Z”. Można układać prawą stroną na wierzch z odkrawaniem lub w zyg-zak (bez odkrawania) prawa do prawej.
 
 
Opinie klientów:
Wybór dobrej lagowarki był dla mnie ważny ze względu na wymagania dzianin na jakich pracuję. Sprawdziłem ofertę różnych dostawców na rynku i uważam, że lagowarką K9 jest absolutnie bezkonkurencyjna.
Lagowarkę Oshima kupiliśmy w 2013 roku i od tego czasu wszystko zaczęło się lepiej układać:)  Czuliśmy, że ten zakup zmieni naszą firmę. Rozkładanie dzianin które kiedyś, 2 osobom zajmowało ponad 9 godzin, dziś jedna robi w 5.Uwolniliśmy moce przerobowe i mogliśmy realizować rosnące zamówienia klientów, których pewnie byśmy nie zyskali z powodu zbyt małej wydajności.
Oprócz lagowarki w skład automatycznej krojowni Strimy wchodzą:
 
Cutter Takatori
Automat do wielowarstwowego rozkroju nakładów, według układów kroju, które powstają przy pomocy komputerowego systemu wspomagania produkcji
 
CAD Audaces
System komputerowego przygotowania produkcji z najszybszą i najdokładniejszą digitalizacją na rynku
 
 

W branży bieliźnianej (a właściwie to w całej branży modowej) ciałopozytywność  była jednym z najczęściej pojawiających się haseł w 2018 roku – dość powiedzieć, że hashtag bodypositive pojawił się przy 8,5 mln postów na Instagramie. Nic dziwnego, że zjawisko zaczęto analizować bardziej szczegółowo. I tak Leherpeur Paris postanowiło przyjrzeć się ciałopozytywnym wpisom i wyłoniło trzy główne nurty ciałopozytywności na Instagramie, każdy trochę inaczej realizujący postulaty ruchu. Oto one:

Pozytywne aktywistyki

Pozytywne aktywistki działają kolektywnie – lubią gromadzić się wokół ciałopozytywnych stron, publikują zdjęcia pokazujące niedoskonałości własnego ciała, chcą wspierać i edukować innych. Ich znakiem rozpoznawczym jest róż. Celowo przejęły kolor kojarzący się ze stereotypowym postrzeganiem kobiet oraz naiwnie rozumianej kobiecości i uczyniły z niego nowy symbol kobiecego ruchu. Charakterystyczną cechą pozytywnych aktywistek jest humorystyczny, lekko ironiczny ton, jaki często przybierają w swojej komunikacji. Jaki jest Instagram pozytywnej aktywistki? Bez filtrów, ale za to z wieloma błyszczącymi elementami. Kobiecy, naturalny, spontaniczny.

Ekopoetki

Ekopoetki to kobiety w pełni świadome swojego ciała. Nastawione na harmonię z naturą i samą sobą. Stawiają na holistyczne postrzeganie kobiet i otaczającej je rzeczywistości – dla nich branża modowa, kosmetyczna i lifestylowa płynnie się przenikają. Ich Instagram jest bardzo zmysłowy, o artystycznym zacięciu, podkreślający naturalne piękno kobiecych ciał. Jako metafor pozwalających poruszać delikatne tematy używają owoców i kwiatów. Kochają neobuduar – satynę, welur, miękkie materiały, naturalne pozy, grę światłocienia. I koronki, mnóstwo koronek.

Koniecznie zobaczcie wzruszający projekt Charlotte Abramov:

Waleczne Wenus  (zna ktoś lepsze tłumaczenie na Badass Venus?)

To wojowniczki, które wiedzą, jaką władzę daje im ich ciało i nie boją się z niej korzystać, tym samym odbierając z rąk mężczyzn prawo do definiowania słowa „seksowny/seksowna”. To typ divy, jak Beyonce, czy postacie w stylu Khaleesi z Gry o Tron. To także „badass mamas”, jak Madonna. Na Instagramie prezentują styl będący skrzyżowaniem klasycznej femme fatale z chic porno. Preferują paski, wiązania, hipnotyczne oświetlenie, fetysze. Lubią też rock&rolla, czarno-białe zdjęcia i nietypowe połączenia, jak bardzo koronkowa bielizna z męską piżamą.   

I na koniec “take home message”: ciałopozytywność to po prostu miłość do samej/samego siebie:

W październiku, jak co roku, bardzo głośno namawiano zewsząd do profilaktyki raka piersi. To najbardziej różowy ze wszystkich miesięcy w roku. Już po raz siódmy odbyła się też w ramach tych działań kolejna edycja jednej z najwyraźniej dedykowanych profilaktyce zachorowań na raka piersi kampanii DOTYKAM=WYGRYWAM.

Dlaczego DOTYKAM=WYGRYWAM to tak ważny dla kobiet projekt?

Bo łączy aspekty: prozdrowotny, edukacyjny i ekologiczny, a jest przy tym osadzony w realiach codziennego życia kobiet, czyli w świecie bielizny — bliższej ciału niż przysłowiowa koszula. Promocja profilaktyki raka piersi wybrzmiewa najgłośniej tam, gdzie spotyka się z życiem codziennym, a więc poprzez regularne samobadanie piersi, ale i przez noszenie dobrze dopasowanego biustonosza, który nie robi krzywdy piersiom.

W październiku, w ramach kampanii brafitterki salonów biorących w niej udział przypominały podczas zakupów, że powinnyśmy piersi nie tylko pięknie odziać, ale też dbać o ich zdrowie. Do akcji przyłączyło się w tym roku 148 salonów brafittingowych z całej Polski. Ich zaangażowanie zmobilizowało tysiące kobiet do zwrócenia uwagi na własne zdrowie.

Izabela Sakutova, międzynarodowy ekspert brafittingu, ale również inicjatorka i organizatorka kampanii:

Nieodłączną częścią Dotykam=Wygrywam jest zbiórka do reCYClingu źle dopasowanych biustonoszy, które tylko zalegają w szufladach wielu kobiet, a noszone mogą szkodzić zdrowiu piersi.  Zebrane staniki następnie są utylizowane, a całość uzyskanych środków z tego procesu wspiera stowarzyszenie Polskie Amazonki Ruch Społeczny w walce z rakiem piersi. Tegoroczny cel został osiągnięty. Założeniem było pobicie poprzednich wyników i uzbieranie aż 1 tony starych biustonoszy. Udało się zebrać aż 16 740 sztuk, czyli ponad tonę (1 tona = 16 000 sztuk)! To niebywały rezultat, szczególnie że w zeszłym roku zebraliśmy 9216 sztuk, także wspólnymi siłami, przy wsparciu sklepów bieliźnianych biorących udział w akcji i przy zaangażowaniu ambasadorek, prawie podwoiliśmy zeszłoroczny wynik!

Wielkim wsparciem każdej edycji Dotykam=Wygrywam jest udział wielu polskich gwiazd. Siódmą edycję kampanii wspomagały następujące gwiazdy i kobiety biznesu: Beata Sadowska, Daria Widawska, Elżbieta Romanowska, Aleksandra Kisio, Ilona Felicjańska, Paulina Smaszcz-Kurzajewska, Karolina Szostak, Lidia Kalita, Lidia Popiel, Marzena Rogalska, Anna Iberszer, Anna Gzyra-Augustynowicz, Aleksandra Mikołajczyk, Olga Kozierowska, a także influencerki: Anna Dziedzic Fit Mom, MumMe, AshPlumPlum, Paula Perez i siostry ADiHD, współtwórczynie marki FIT & JUMP.

BRAplanner — notatnik nowoczenej kobiety

Na cele kampanii wydany został oryginalny BRAplanner, czyli kobiecy notatnik zawierający pożyteczne informacje na temat zdrowia biustu, samobadania, brafittingu, jak również garść bieliźniano-stylizacyjnych porad. Znalazły się tam też namawiające do dbania o zdrowie piersi zdjęcia Ambasadorek Dotykam=Wygrywam, które aktywnie włączyły się w promocję idei kampanii. Całkowity zysk ze sprzedaży tych wyjątkowych notesów jest przekazany dla stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny. BRAplannery można kupić w sklepach bieliźnianych biorących udział w kampanii oraz tutaj. O oprawę graficzną BRAplannera zadbała znana wszystkim wielbicielom ciętego dowcipu rysunkowego Magda Danaj i jej Porysunki, a zdjęcia wykonali Karolina Chabel-Williams i Piotr Harwas.

Poznajcie historię kampanii na stronie www.dotykamwygrywam.pl

#DotykamWygrywam  @PanachePolska  @izabelasakutova

Lubicie nordyckie legendy i wierzenia ludowe? Ida Sture, pochodząca z Norwegii projektantka, zaprezentowała podczas MarediModa kolekcję Vittra inspirowaną mroczną, pełną magii skandynawską naturą. Poszczególne modele noszą imiona zaczerpnięte ze skandynawskich histrorii: Askeladden, Froy, Huldra, Nokken. Ida w szczególności upodobała sobie potężne i ciemne norweskie lasy oraz zamieszkujące je od wieków magiczne istoty. To kolekcja stworzona z myślą o pokazywaniu jej na zewnątrz (lingerie as outerwear) dla kobiet świadomych swoich mocy, nie bojących się wystawnej, luksusowej bielizny. Charakterystyczne są ciemne głęboki barwy z powtarzającym się motywem bordo, asymetrie oraz welurowe i satynowe wykończenia. 

zdjęcia: Federico Canzi

Naomi Soo to pochodząca z Rumunii młoda projektantka zafascynowana bogactwem otaczającej nas przyrody, a w szczególności fascynującym światem kwiatów. Jej motto to słowa Marca Chagalla:

Sztuka to nieustające próby konkurowania z pięknem kwiatów.

Dla Naomi jedyną rzeczą, która może konkurować z kwiatami pod względem wyrafinowania i elegancji jest kobiece ciało. Dlatego też stworzyła kolekcję inspirowaną kwiatami, przede wszystkim makami, pełną odcieni różu i czerwieni.   

Dlaczego maki? Bo kojarzą się z miłością i pożądaniem. Ponoć wręczenie kobiecie maków na początku znajomości oznacza chęć pogłębienia relacji i przejścia na kolejny poziom znajomości.